czwartek, 26 grudnia 2013

Świąteczna tęcza / Christmas rainbow

Może i buro za oknem, ale czas świąteczny, więc nie zaszkodzi dodać trochę kolorów życiu. Musiałam zrobić taką chustę, gdy zobaczyłam szal Bernadki. Zresztą sporo tęczowych prac widziałam w sieci i wszystkie uwielbiam. Ta chusta jest dla mnie szczególna, bo wełnę przywiozłam dawno temu z Estonii i chyba już zawsze będzie mi się kojarzyć z Tallinem. Nie wiem ile ważyła, był jeden motek, z którego została niewielka resztka. Doprzędłam trochę wełny czarnogłówki, pofarbowałam na rdzawopomarańczowo i do kompletu dorobiłam dwukolorowo wielki śmieszny beret. Nie miał mi kto posłużyć za model, więc takie zdjęcia muszą wystarczyć.

Wbrew oczekiwaniom tę wełnę da się nosić przy szyi, naprawdę mięknie po praniu, choć zachowuje szorstkość, a właściwie charakter.
Mam nadzieję, że święta przebiegają Wam w radosnej, rodzinnej atmosferze, czego z serca życzę :-)


niedziela, 13 października 2013

Pasiasty / Striped

Zaczęty pewnie wiosną albo jeszcze dawniej. Skończony kilka dni temu, musiał poczekać na guziczki i oto jest:
Wiele miesięcy leżał prawie gotowy, prawie, bo bez przednich plis. Cóż z tego że metoda robienia była komfortowa (od góry, bezszwowo), jeśli plisy to kolejny - zaraz po zszywaniu - element, za który nie mogę się zabrać. Resztki przyzwoitości zakołatały w końcu we mnie, żeby skończyć to leżące UFO zanim zacznę coś kolejnego. No i paląca potrzeba, bo było nie było, jesień idzie i zimnawo się robi.
Druty / knitting needles: 3,5 mm / 2,25 mm z żyłką / circular
Włóczka / yarn: Alapaca Drops (100% alpaca colour 0607) & Drops Delight (75% superwash wool & 25% polyamid, colour 01)
Zużycie / used: 270 g w całości / in total.
Pierwszy raz trzymałam się wzoru tak, że chyba nic nie zmieniłam, może tylko ilość guzików się nie zgadza :-) Opis jest tak prosty, jasny i dokładny, że Autorce wzoru należą się serdeczne podziękowania. Włóczek chyba nie muszę rekomendować, zarówno Alpaca jak i Delight są przyjemne w dzierganiu, mam nadzieję że będą się dobrze nosić. Sweterek ma okrągły karczek, co widać wyraźnie na poniższym zdjęciu:
Rękawy nie są dokładnie takie same, paseczki kolorów ułożyły się trochę inaczej, ale nie przeszkadza mi to. Cieszę się, że w końcu zrobiłam sweterek bez wzorów i udziwnień, taki codzienny i praktyczny.

Nie wiem co się stało z ustawieniami blogera, nie mogę pozostawiać swoich komentarzy na Waszych blogach. Może to kwestia przeglądarki. Denerwujące.

niedziela, 15 września 2013

Przerób powakacyjny / Post-holiday production

Jak wspomniałam w poprzednim poście, przywiozłam sobie z gór małą próbkę runa owcy górskiej. Widok z góry i od spodu, przed praniem:
 
Powybierałam z grubsza krótkie ścinki pozostałe po strzyży i wyprałam całość standardowym sposobem. Po upraniu runo wydało mi się lekko podfilcowane, ale coś mi się zdaje, że przed praniem też dość trudno było rozdzielić loki, więc prawdopodobnie nie bardzo wełnę zepsułam w praniu, bo przecież obchodziłam się z nią delikatnie. Loki są krótkie, a wełna szorstka, trudna w czesaniu, co pewnie wynika jednak z podfilcowania. Przyjemność z przędzenia jest hmmm... powiedziałabym - umiarkowana.Nie wiem, czy mam ochotę przerabiać większą ilość. Szkoda życia, tyle jest pięknych wełen do sprzędzenia.
Ostateczny urobek to trzy motki dubla, w sumie 427 m, ale że nie ważyłam jeszcze wełny przed praniem, to później okaże się, ile tego cuda wyszło. Szacuję że około 150-200 g. Miała być surowa i pierwotna, no i taka też wyszła. Nie walczyłam ze zgrubieniami, w końcu to wełna z prymitywnej rasy. W pierwotnym zamyśle miały powstać z niej rękawiczki, zobaczę czy uda się ten plan zrealizować w przewidywalnej przyszłości :-) I może czapka, jeśli wystarczy włóczki. I pewnie okaże się, że bez miękkiej wyściółki od środka nie dałoby się tego nosić na gołą skórę.
 Do tej pory skręcałam głównie nitkę navajo, co zresztą bardzo mi odpowiada, ale czasem miło jest spróbować czegoś nowego. Tym razem dubel udał się z dwóch powodów: po pierwsze mam w końcu trzy szpule do kołowrotka, ergo: nie muszę przewijać na jakieś pomocnicze rolki, żeby z powrotem skręcić nić na szpulkę. Po wtóre: otrzymałam w prezencie piękny szpularz. Domowe złote rączki zrobiły go na moje specjalne zamówienie i uwinęły się z tym w bardzo krótkim czasie (!). Wzorem była konstrukcja podpatrzona u E-wełenki, z hamulcem sznurkowym, jak przystało. Działa rewelacyjnie i bardzo ułatwia pracę, zarówno przy kręceniu navajo, jak i dubla. Żeby skręcać potrójną nić, musiałabym zamówić kolejną szpulkę u PP. Kromskich i pewnie w końcu zamówię. Jak to apetyt rośnie w miarę jedzenia... 
Zatem podziwiajcie moją Leniwą Kaśkę, jako i ja podziwiam:
Hamulec ze sprężynką od długopisu:
i z gustownym kołeczkiem do regulacji naciągu:

czwartek, 1 sierpnia 2013

Wakacje nie całkiem off-topic / Holidays not so off-topic

 Takie miłe obrazki uchwyciliśmy spędzając czas w Beskidzie Niskim. Pod wyciągiem narciarskim pasły się owieczki, jak mi się zdaje, rasy górskiej. A ja pasłam oczy, bo dla górala z nizin to raczej niezwykły widok, poza tym rzadko już widuje się tak spore stadka. Poza takimi górskimi widywałam jeszcze czarnogłówki, ale już nieco mniej licznie.
Spod wyciągu owce przemaszerowały przez szosę na drugą stronę kotlinki, pod górę i jeszcze wyżej, cały czas pod opieką kilku psów pasterskich, sterowanych sygnałami pasterza. Właściwie nie wiem, czy sygnały były wysyłane do owiec, czy do psów, ale wszystko działało szalenie sprawnie. Poruszały się jak ławica śledzi, fascynujący widok.
 Gdzieś po trasie zatrzymałam się przy szałasie pasterskim i za symboliczną opłatę otrzymałam niewielką ilość strzyży. Krótkiej, trochę szorstkiej, nawet nie bardzo brudnej, pachnącej oczywiście owcą :-) Przerobię ją później, ale o tym napiszę kiedy indziej, kiedy już się trochę ogarnę po powrocie z tych niezwykłych, urokliwych miejsc.
Pozdrawiam wakacyjnie!

niedziela, 14 lipca 2013

Farbowanie eksperymentalne /Experimental dyeing

Musiałam spróbować. To moja druga próba, bo pierwszej dokonałam kiedyś tam z okazji farbowania pisanek i doświadczenie okazało się bardzo obiecujące. Tylko za pierwszym razem farbowałam sprzędzionego singla, a teraz chciałam zobaczyć, co można zrobić ze strzyży.
Wzięłam surowe uprane runo, rozrobiłam farbki z motylkiem (żółtą, niebieską, wiśniową i brązową - nie dbałam specjalnie o odcienie, bo jak zabawa, to zabawa) w wodzie, dolałam octu, wylałam na wełnę, zawinęłam w folię i pogotowałam na parze. Jak wystygło, wypłukałam - okazało się że wszystkie kolory trzymały się ładnie, z wyjątkiem niebieskiego. Pewnie będzie lekko farbował w każdym praniu niestety. Słyszałam że z niebieskim bywają kłopoty, ale nie znam rozwiązania. Może trzeba utrwalać solą a nie octem?
Wrzuciłam wełnę na czesaki i otrzymałam taką oto sekwencję kolorów w navajo:
- od prawej, początek we wrzosach:
 
 - od lewej, ku zieleni:
 - od prawej i koniec na żółtych tonach:
Brązu jakoś nie mogę się dopatrzyć, wymieszał się z wiśniowym. Białe niedofarbowane kawałki gdzieś się rozeszły w innych kolorach i zupełnie ich nie widać. Zabawne było wybieranie loków o różnym odcieniu, żeby stworzyć w miarę płynne przejścia kolorystyczne, spodobała mi się ta zabawa. Zdecydowanie trzeba będzie pogłębić temat, być może z większą dbałością o odczucia estetyczne, żeby nie bolały zęby jak się patrzy na pokolorowany surowiec.
Efekt nie taki zły, zważywszy na to, co wyszło na etapie początkowym, zaraz po wypłukaniu :-)
Chyba wiem jak to przerobię, może się uda zrobić coś ciekawego z takiego wściekłego zestawienia.