niedziela, 10 kwietnia 2011

Skarpetki deja vu / And socks again

Niby takie same jak poprzednie, a jednak... Resztki włóczki strasznie kusiły; tak mi się właśnie zdawało, że na malutkie stopki powinno wystarczyć. Znowu nie zastanawiałam się nad układem paseczków, wyszła taka sobie radosna twórczość. Razem z tamtymi, co właśnie grzeją stópki Dziecka, pochłonęły w sumie 2 motki, czyli 100 g wełny skarpetkowej - wcale niezła wydajność.
A wszystko to przerywniki, bo na drutach spoczywają (taaaak, to dobre słowo) ze cztery chusty i kto wie co jeszcze, aż się boję zaglądać. Chyba zaczynam rozumieć o co chodzi w tej magii skarpecianej: skarpetki  dostarczają szybkiego poczucia dokonania czegoś, skończenia i zadowolenia. Takie małe, a tyle radości! To na pewno nie koniec, następne motki skarpeciane już czekają.
Almost the same as before, made of the yarn leftovers. I used in total, for both pairs, 100 g sock yarn.
My small interludes in more serious knitting: about 4 shawls (and who knows what else?) are still awaiting my deeper interest.  I think I begin to understand what is the socks magic about: they provide a sense of fast achievement and satisfaction. Sometimes you do not need anything more!

3 komentarze:

  1. Super skarpeciuchy - akurat na jakieś chłodniejsze kwietniowe dni.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ładne.Życzę więcej takich radości.

    OdpowiedzUsuń