piątek, 14 czerwca 2019

Kwiatowa / Floral print

Zakochałam się w tej wiskozie; kwiaty mnie zupełnie kupiły. W rzadkich momentach gdy rozum się nie wyłącza podczas zakupów tkaninowych preferuję gładkie materiały, bo wiem że takie będę chętniej nosić. Czasem jednak trafiają się takie printy, że po prostu nie da się ich ominąć.


Tkanina pochodzi z Textilmaru z Gdyni, tej wiskozy już nie ma, bo zakupy robiłam rok temu i w zeszłym roku też szyłam tę sukienkę, tylko ze zdjęciami się nie wyrobiłam 😊.
Wykrój pochodzi z Burdy 08/2018, model 101. Zdaje się że przedłużyłam trochę dół, poza tym szyłam swój rozmiar i innych zmian nie wprowadzałam. A szkoda, bo pewnie można było wziąć rozmiar mniejszy (ech, te burdowe owersajzy...), można tez było skrócić długość pleców bo wiszą nadmiernie, szczególnie że dekolt ma tendencję do zjeżdżania do tyłu. 


 Sukienka nie należy do ukochanych, ale nic nie będę poprawiać, można w niej śmigać wygodnie a to ogromna zaleta. W dodatku ma u mnie punkty za to, jak się sprawuje w upalne dni - pod tym względem wiskoza jest genialną, przewiewną, chłodną tkaniną, a kolor i wzór trochę maskują nieuniknione zagniecenia.


Chyba trzeba w końcu jakąś szmizjerkę albo coś podobnego uszyć.  Chętnie popełniłabym model 119 z Burdy 04/2019, piękna wiskoza już czeka...

Pozdrawiam 😃

sobota, 12 stycznia 2019

Skarpetki z polaru / Fleece socks

Spośród różnych części garderoby, skarpetki jednak najłatwiej pokazać na blogu. Fotografują się prawie bezproblemowo, nie licząc paru wygibasów, jakie trzeba wykonać żeby samodzielnie wykonać zdjęcie przyodzianych stópek. 
Motywacją była pogoda za oknem i temperatura podłogi w domu, a wykonanie poszło błyskawicznie.


Polar ostatnio wpadł mi w ręce w czasie porządków przedświątecznych, przeleżał koło 20 lat z metką "prawie bezużyteczny". Nic z niego nie chciałam szyć, bo o ile pamiętam to straszliwie się mechacił w praniu. Na prototyp skarpetek za to był jak znalazł, bo nie żal zmarnować jakby eksperyment się nie powiódł. 

Wzór takich skarpetek widziałam w dziesiątkach wykonań w necie, więc Nowego Świata nie odkryłam, ale na swoje potrzeby skonstruowałam własny szablon na swój wymiar. W trakcie przymiarki wprowadziłam ulepszenie w postaci wyprofilowania górnej części stopy, żeby uniknąć fałdek w wierzchniej części skarpetki. Samo szycie to dosłownie parę minut, a w nagrodę mam super dopasowane milutkie skarpetki, które grzeją jak żadne inne, takie do śmigania po domu w weekend.


Wykrój zawiera malutkie zapasy na szwy, takie około 0,4 - 0,5 mm, długość stopy wynosi 25 cm, zszywałam krótkim ściegiem zygzakowym, żeby szwy się swobodnie naciągały i nie pękały. Nawet nie chciało mi się ustawiać owerloka, zresztą polar się nie strzępi, a szwy zszywane zwykłą maszyną są mięciutkie i niemal niewyczuwalne. Na poniższym wykroju musiałam dodać zapasy na szwy na łukach, a na wszystkich innych krawędziach już są uwzględnione. Tak wyszło, poprawek nie będzie, bo to w końcu tylko skarpetki.
Szablon robiłam w programie Valentina, bardzo sympatycznym darmowym oprogramowaniu do przygotowywania szablonów. Sam program za użytkownika wiele nie zrobi, intuicyjnym bym go nie nazwała, za to z pewnością dostarczy trochę zabawy i zeżre mnóstwo czasu. Zawszeć to ciekawsza i bardziej elegancka rozrywka niż ołówek, papier i linijka przy rysowaniu wykroju 😉 Myślę, że program ma spore możliwości, ma też swoje ograniczenia, w obsłudze jest dość toporny na pierwszy rzut oka, a instrukcje są cokolwiek skąpe i trudno dostępne. Zdaje się, że będę się nim czasem bawiła, to może w przyszłości uda się napisać o nim coś więcej, choć nie obiecuję. Zrobiłam również z jego pomocą wykrój sukienki podstawowej według instrukcji zawartych w książce, o której pisałam w poprzednim poście i wszystko się raczej udało; fajne jest na przykład to, że kiedy zmieniam luzy odzieżowe, to szablon je automatycznie uwzględnia i nic nie muszę rysować od nowa. Można sobie manewrować nacinkami i dodatkami na szwy. Wiele opcji jeszcze zostało mi do rozpracowania, może powolutku nauczę się więcej. 


Pozdrawiam :-)



niedziela, 9 grudnia 2018

Konstrukcja sukienek by papavero

Żyję i nawet czasem szyję, ale robienie zdjęć mnie przerasta, więc nie bardzo mam co pokazywać.
Chciałabym natomiast podzielić się radością z nabycia super-książki. Zrobiłam sobie prezent przedświąteczny, jaki na pewno ucieszyłby wiele z Was.
No to najpierw trochę nudnego wstępu; można pominąć i przejść niżej, pod pierwszą fotografię.
Konstrukcja odzieży nie była moim marzeniem, mimo że od małego stykałam się z książkami na ten temat. A może właśnie dlatego, że się z tymi książkami stykałam. Wzory matematyczne nigdy mnie nie przerażały a jednak "Krój odzieży męskiej" Kowalczyka jakoś mnie nie wciągnął. Kto zna tę książkę, zapewne wie dlaczego.
Zdarzało mi się lata temu konstruować spódnice na podstawie wyliczeń i wzorków, ale jednak łatwiej jest korzystać z gotowych wykrojów. Właściwie o ile dobrze pamiętam, najpierw szyłam nie przejmując się wykrojami, bo przecież marszczone spódnice, albo spódnice w zakładki czy kontrafałdy to nie filozofia i można je uszyć mając do dyspozycji prostokąt materiału i trochę chęci.
Zawsze jednak byłam świadoma, że jest coś takiego jak konstrukcja odzieży, że posługuje się wzorami i że przy pewnym samozaparciu można pójść w tę stronę. Tylko tego samozaparcia mi brakowało, bo po co konstruować, skoro są czasopisma z wykrojami i jak się ma dość proporcjonalną sylwetkę to nie ma większych problemów z dopasowaniem gotowego wykroju. Z czasem okazuje się, że albo ta proporcjonalność nie jest taka znowu doskonała, albo rosną oczekiwania co do dopasowania odzieży do indywidualnych potrzeb. Nadal korzystam z gotowców i nie zamierzam przestać, ale...

ulotka promująca książkę

Od razu powiem, że jestem fanką papavero. Dla wyjaśnienia dodam, że papavero profesjonalnie zajmuje się konstrukcją odzieży, jej stronę internetową odwiedzam często i z przyjemnością, bo można tam znaleźć solidną porcję wiedzy i rozrywki. A czego jeszcze, to dowie się każdy kto tam zajrzy, polecam gorąco. Zresztą myślę, że jeśli interesuje Was szycie, to znacie papavero od dawna, nie mam co się wymądrzać.
książka

Jakiś czas temu dotarła do mnie informacja o KSIĄŻCE Agnieszki Tylak "Sukienka idealna. Konstrukcja, modelowanie i szycie".  Druga informacja dotyczyła targów Fast Textile, których kolejna edycja miała się odbyć pod koniec listopada w podwarszawskim centrum wystawienniczym. I razem z drugą pojawiła się trzecia nowina, że papavero będzie mieć swoje stoisko na targach, i że planuje zorganizować małe warsztaty konstrukcji sukienek. Do trzech zliczyć umiem, więc natychmiast zarejestrowałam się na targi i na kurs.

stoisko papavero na targach

Pojechałyśmy razem z Dzieckiem, które choć nie jest amatorką szycia jako takiego, lubi zabawy w rysowanie. Bawiłam się doskonale, na kursie zdejmowałyśmy z siebie miarę i na jej podstawie każda uczestniczka otrzymała gotowca - wydruk formy podstawowej sukienki na swój wymiar, którą trzeba było trochę przemodelować żeby otrzymać pożądany model, a konkretnie w naszym przypadku Zgrabną Hannę model 1033.

Dziecko przy pracy, zdjęcie z targów

Zdjęcie formy (poniżej) zrobiłam dzisiaj, trochę jest wymiędlona i jeszcze jej nie weryfikowałam. Na razie ciągle mnie cieszy jako miła pamiątka z kursu. Hmm, może oprawić i powiesić na ścianie? 😀Prawdziwą pracę z formą zacznę jak uszyję to co na razie zajmuje mi czas i maszynę. 

forma sukienki idealnej

Przede wszystkim od razu na targach zaopatrzyłam się w książkę - jeszcze cieplutką, prosto z drukarni, poprosiłam też o autograf Autorki. Teraz jestem szczęśliwą posiadaczką unikalnego-sygnowanego-tylko-mojego-jedynego-ukochanego egzemplarza, obawiam się jednak, że szybko przekształci się on w zużyty-pełen-zaznaczeń-i-podkreśleń egzemplarz😁
Książka jest naprawdę godna polecenia, napisana przystępnie, z humorem ale rzetelnie.  Nie chciałabym krytykować ostatnio ukazujących się wydawnictw poświęconych szyciu, bo każdy szuka czegoś innego: jednego będzie cieszyć umiejętność uszycia prostych rzeczy z dresówki, inny zechce uszyć dopasowaną kieckę, a kto inny woli szycie żakietów, płaszczy albo może męskich marynarek i nic mu nie jest straszne. Ja oczekiwałam książki, która nie zamęczając i nie nudząc pozwoli mi przyswoić solidne metody konstrukcji siatki i nie zawiodłam się, a nawet dostałam więcej niż oczekiwałam. Trudno się pogubić przy czytaniu, bo rozdział po rozdziale prowadzi za rączkę przez meandry konstrukcji, obliczeń, pomiarów, korekty wad postawy, tworzenie obłożeń i innych zawiłości. Spora część książki poświęcona jest modelowaniu form sukienek, przenoszeniu zaszewek, tworzeniu cięć, marszczeń i plis. No i wreszcie ostatni rozdział pokazuje kilka podstawowych kroków szycia sukienek.
Nie powiem, że znalazłam odpowiedzi na wszystkie pytania, nawet nie powiem, że się spodziewałam wszystkich odpowiedzi, ale z ręką na sercu mogę polecić książkę każdemu, kogo szycie bawi i interesuje, nawet jeśli nie ma aspiracji żeby brać się za konstrukcję odzieży.  Niemal każdy dokonuje korekt wykrojów, więc warto to robić świadomie. A w każdym razie warto spojrzeć na gotowe wykroje z większą świadomością tego, jak powstają i jakie są możliwości i konsekwencje nanoszenia poprawek.
Cudna, pełna przejrzystych ilustracji lektura na poranki w łóżku z kubkiem gorącej herbatki, na długie zimowe wieczory, na całe dni. Jeśli Was zainteresuje, odsyłam na stronę gdzie Autorka opowiada więcej i sensowniej o swoim dziele, a napracowała się nad nim solidnie. Należą jej się gorące podziękowania!
I żeby nie było wątpliwości: wpis nie jest sponsorowany, po prostu myślę, że na tym blogu nie mogę przemilczeć takiej książki.
Pozdrawiam i wracam do lektury




poniedziałek, 4 czerwca 2018

Lniany chałat / Linen dress

Złej baletnicy to i rąbek przeszkadza, czy jakoś tak. Zawsze się znajdzie dobra wymówka (zimno, ciemno, brak fotografa...), żeby publikowanie postów odłożyć na niewiadomokiedy. 
Dzisiaj w końcu po wielu miesiącach od uszycia przyszła pora na pokazanie czegoś co w zasadzie można by nazwać sukienką w przypływie dobrego humoru. Robocza nazwa - i chyba bardziej celna - to galabija. Wdzięczne nie jest, kształtne też nie, ale za to jaki luz!


Tkanina to len w piękny liściasty wzór, projektancki, sądząc po nadrukach na rąbkach. Żal mi było ciąć, stąd pojawił się pomysł (o, zła chwilo!) na uszycie prostego worka z dziurą na głowę i rękawami. Ale żeby nie było, wykrój pochodzi z renomowanego czasopisma Burda 2/2016 model 104. Przypomniałam sobie o tym odzieniu jak temperatury w maju poszybowały w górę. Wyciągnęłam z szafy - i jakby to ująć - mocno ambiwalentne uczucia się pojawiły. No tkanina łaaadna, kolory moje, ale ten krój jest jednak do kitu, przynajmniej dla mnie jest do kitu. Próbowałam ten worek jakoś usprawnić: zaszyłam popełnione początkowo zbyt wysokie pęknięcia z obu boków, wyprułam i wszyłam trochę lepiej rękawy. Dekolt nadal jest beznadziejnie szeroki, zsuwa się na boki i tego już nie poprawię. Nie wiem co sobie myślałam szyjąc to cudo.
Tej kiecki zdecydowanie nie pokocham, ale że len jest wieczny, to jest nadzieja że kiedyś coś zgrabnego z tej wielkiej płachty uda mi się jeszcze wykroić. Nie w tym roku, bo na razie zostanie jak jest. 


Kiecka, chałat czy katana, jakkolwiek to zwał, jest niemiłosiernie wygnieciona, bo chodziłam w niej cały dzień. Nosiłam z paskiem, nie miałam odwagi wyjść między ludzi jak na obrazku poniżej: 


 

Tak że podsumowując, tego wykroju nie polecam. Sobie nie polecam, bo może komuś będzie pasować. Widziałam również bardzo piękne sukienki z tej samej formy. Widocznie jak się chce zepsuć, to można 😁 
Żeby zakończyć optymistycznym akcentem: nie ma co malkontencić w sytuacji gdy na zewnątrz +28 stC a w szafie niewielki wybór. Chałat doceniam za luz, względną wygodę i przewiewność właściwą naturalnym włóknom. A urodę się poprawi... kiedyś...


niedziela, 25 lutego 2018

Kardigan i zimowa spódnica, Burda / Cardigan and winter skirt

Wybór mam taki: albo blog zamrze totalnie, albo przeżyje dzięki zdjęciom jakości gorszej niż marna.  Nie ma siły, jest zimno i za nic nie będę modelować na łonie natury dopóki się nie zrobi ciepło i zielono. A w domu ciemno i nie dopracowałam taktyki robienia ładnych fotek w tych warunkach. Jest co jest. Szyje się dużo, a niemal nic z tego nie udaje się pokazać, trochę żal. No to lecę z tym co mam:
 Kardigan, wdzianko czy jak to zwał powstało z grubszej dzianiny z wełny parzonej z Textilmaru. Ponieważ kupowałam stacjonarnie to brałam w amoku (kto był w sklepie, to wie o czym mówię) co mi się spodobało, nie patrzyłam co zacz i nie potrafię podać nazwy dzianiny. W każdym razie jest świetna, grzeje jak piecyk i nie ma tendencji do mechacenia się, nie strzępi się i nie bardzo widoczne są na niej zagniecenia. Idealna!
Wdzianko powstało z pomniejszonego wykroju #130 z Burdy 5/2016. Zmieściło się na kuponie 1,4-1,5 m o szerokości około 1,5-1,6 m. Szyło się lekko i ekspresowo, ponieważ w zasadzie nie wykańczałam brzegów. Jedynie obszyłam dookoła w odległości 1,5 cm od brzegu prostym ściegiem dla wzmocnienia, co dało całkiem estetyczne wykończenie.  Wewnętrzne brzegi na szybko objechałam owerlokiem i też są wystarczająco piękne (czyt.: kompletnie niewidoczne bo czarne na prawieczarnym).
 Jedyna zmiana w wykroju to kieszenie: dodałam dwie naszywane ze sporych prostokątów, bo jednak swetrzysko bez kieszeni straciłoby na funkcjonalności.
I tym sposobem nauczyłam się, że wdzianka nie muszą być dziergane na drutach. Można je uszyć, a nagroda jest szybka, co mnie wyjątkowo ucieszyło w tych zimnych okolicznościach przyrody.
Wykrój serdecznie polecam, można spokojnie szyć swój rozmiar, a nawet nie narzekałabym gdybym uszyła rozmiar większy, choć to niekonieczne.  Pomniejszenie rozmiarówki plus nie było kłopotliwe, więc cały proces szycia był czystą przyjemnością. Nosi się fantastycznie, bardzo lubię się nim otulać.
 Razem z wdziankiem prezentuję spódnicę z wykroju #106 z Burdy 10/2017.  Wykrój przedłużyłam o kilka centymetrów, kierując się przyzwoitością oraz wskazówkami Eli z bloga Cat in a wardrobe. Ślicznie uszyła tę spódniczkę, zajrzyjcie tam jeśli jeszcze nie byliście. Akurat wtedy kiedy Eli  ją opublikowała, zostałam obdarowana stosikiem kuponów wełen z czasów, kiedy do resztek tkanin doczepiano metki z opisem w stylu: cena za 1 m: 360 zł, nr sztuki 114056, nr wzoru 21/1988/3, dł. sztuki 0,6 m, masa 0,3 kg, wełna 100%, jakość 2a. Zakłady Przemysłu Wełnianego im. M. Nowotki, Tomaszów, etc. Swoją drogą kosztownie brzmi ta cena dzisiaj 😄. Kupon w kratkę miał około 70-80 cm i udało się z niego wykroić tę spódniczkę, tylko falbanka wyszła niezupełnie ze skosu 45 stopni. Kratka się spasowała nieźle, więcej nie można było zrobić. Zrobiłam nieco większe zapasy w bocznych szwach, bo wykrój jest przystosowany do elastycznych tkanin, a moja wełna nie rozciąga się ani trochę.
 Taka dość śmieszna spódniczka wyszła. Od spodu ma podszewkę, a z tyłu przyzwoity, porządnie odszyty rozporek, nieco dłuższy niż zaproponowany w wykroju. Nosi się przyjemnie, i tyle. Wykrój nie sprawiał problemów, zakładki prawego przodu są wyrysowane dla najmniejszego rozmiaru, ale nie widziałam potrzeby żeby je przesuwać bo wszystko się dobrze zgrało.  No i mam poczucie dobrze wykonanej roboty: wełny nie zmarnowałam, po wieeeelu latach w końcu doczekała się ostatecznego kształtu.
Pozdrawiam serdecznie 😊